dr Krzysztof Woźniak

Platforma HUMANVERO

Cena geniuszu i ambicji czyli o pracy, przywództwie i ludziach, których można zgubić po drodze

W świecie biznesu, nauki i zarządzania nieustannie rozmawiamy o wynikach, efektywności i sięganiu po więcej. Rzadko jednak rozmawiamy o cenie, jaką płaci się za ponadprzeciętne osiągnięcia. W życiu i pracy rzadko stajemy przed prostym wyborem między dobrem a złem. Znacznie częściej musimy wybierać między dwoma wartościami, które są jednocześnie ważne, bo z jednej strony pragniemy wykorzystać swój potencjał, rozwinąć skrzydła i stworzyć coś wyjątkowego, z drugiej – chcemy zachować bliskość z ludźmi, których kochamy, oraz dbać o własne zdrowie. Największa pułapka pojawia się wtedy, gdy uwierzymy, że to drugie dobro możemy bez końca odkładać na później. Współczesna kultura organizacyjna bardzo chętnie operuje hasłami o równowadze, elastyczności i ochronie granic. Są to pojęcia bez wątpienia potrzebne. Istnieje jednak druga, rzadziej wypowiadana prawda: bez ogromnego poświęcenia niezwykle trudno osiągnąć cokolwiek ponadprzeciętnego. Sam talent czy dobre chęci stanowią jedynie punkt wyjścia. Przełomowe projekty, wybitne publikacje naukowe czy trwałe instytucje wymagają setek godzin głębokiego skupienia, rygorystycznej dyscypliny i nieustannej rezygnacji z osobistych wygód. Każdy wybór generuje koszt alternatywny – godziny zainwestowane w pracę są nieuchronnie odbierane rodzinie, przyjaciołom i własnemu odpoczynkowi. Problem nie polega jednak na samym poświęceniu, lecz na momencie, w którym poświęcenie przestaje być środkiem do celu, a staje się sposobem na życie. Wtedy iluzja wyjątkowego momentu („jeszcze tylko ten projekt”, „jeszcze jeden kamień milowy”) zastępuje codzienność. Tymczasem relacje z bliskimi nie czekają na moment, aż zamkniemy wszystkie sprawy w kalendarzu.

Rynki, uczelnie i organizacje są z natury zaprojektowane tak, by dostrzegać i nagradzać wyłącznie końcowe efekty. Firma widzi domknięty budżet i wdrożony system; zarząd dostaje doskonałe wyniki; otoczenie podziwia sukces. Systemy te rzadko jednak rejestrują ukryte koszty tych osiągnięć: nieprzespane noce, nadwyrężone zdrowie, przewlekły stres czy cicho rozpadające się relacje. Organizacja potrafi racjonalnie nagradzać zachowania, które z perspektywy całości życia człowieka okazują się destrukcyjne. Dojrzałe przywództwo wymaga zatem redefiniowania podstawowych pytań. Menedżer, lider czy naukowiec nie powinien pytać wyłącznie: „czy dowieziemy wynik?”, lecz również: „jakim kosztem go dowieziemy i kto ten koszt ostatecznie poniesie?”.

Popularny mit samotnego geniusza, który własnymi siłami sięga po sukces, rzadko odpowiada rzeczywistości. Przełomowe rezultaty powstają zazwyczaj w całym ekosystemie: talent plus dyscyplina plus krytyczna weryfikacja plus mentor plus odpowiednie środowisko. Potencjał bez odpowiedniego ukierunkowania ulega rozproszeniu. Wybitne umysły często generują nadmiar pomysłów, z których trudno im samodzielnie zrezygnować. Rola prawdziwego mentora czy dojrzałego lidera polega nie tylko na motywowaniu i wydobywaniu talentu, ale także na jego porządkowaniu. Dojrzałość w pracy i zarządzaniu nie polega na dokładaniu kolejnych priorytetów, lecz na umiejętności odrzucania dobrych pomysłów na rzecz tych absolutnie kluczowych. Warto pamiętać, że w tym procesie cenę płaci nie tylko ten, kto stoi na pierwszym planie. Płaci ją również mentor, przełożony czy partner, który poświęca własne zasoby i czas, by pomóc ukształtować cudzy sukces.

Ta refleksja ma dla mnie wymiar bardzo osobisty – jej korzenie sięgają moich własnych doświadczeń z okresu pisania doktoratu. Po dwudziestu pięciu miesiącach od otwarcia przewodu doktorskiego przyniosłem swojemu Promotorowi pierwszą wersję rozprawy. Liczyła blisko 500 stron. Rozpoczęła się wtedy wielomiesięczna, niezwykle intensywna praca, często prowadzona późnymi nocami. Nie kierowała nami chęć szybkiego zysku, lecz głębokie przekonanie, że podejmując temat ważny społecznie, nie wolno nam potraktować go powierzchownie. Z pięciuset stron tekstu ostatecznie zostało około 350. Redukcja ta była dla mnie najtrudniejszą, ale i najważniejszą lekcją dojrzałości. Usuwanie własnych, wypracowanych z wielkim trudem zdań boli każdego autora. Doświadczony mentor wie jednak dokładnie, kiedy należy powiedzieć: „to musimy wyciąć – nie dlatego, że jest bezwartościowe, ale dlatego, że całość będzie dzięki temu mocniejsza i bardziej klarowna”. Patrząc na ten okres z perspektywy lat, widzę dwie strony medalu. Z jednej strony miałem szczęście spotkać mentora, który połączył wysoką ambicję z odpowiedzialnością, a wiedzę z pokorą i dyscypliną. Z drugiej strony każda godzina spędzona w noce przy biurku była godziną bezpowrotnie odjętą bliskim. A czas jest jedynym kapitałem, którego nie da się odzyskać w żaden sposób.

Podsumowując nie chodzi o to, by całkowicie zanegować sens intensywnej, ciężkiej pracy. Bywają w życiu etapy, kiedy wyznaczony cel wymaga pełnego zaangażowania i wyłączności. Kluczowe jest jednak zachowanie świadomości granic oraz kosztów, jakie ponosimy. Z biegiem lat coraz mniej przekonuje mnie powierzchowne pytanie: „co osiągnąłeś?”. Zaczynam zadawać inne, znacznie ważniejsze: „kim się stałeś, osiągając swój cel i kogo zachowałeś obok siebie?”. Ambicja jest godną siłą napędową, dopóki człowiek pozostaje jej właścicielem. Tragedia zaczyna się w momencie, gdy człowiek staje się własnością własnego celu. Sukces nie unieważnia poniesionych strat, a największym błędem ludzi ambitnych jest złudne przekonanie, że wszystko, co zgubimy po drodze, da się w przyszłości łatwo odzyskać.