W zarządzaniu dla wyodrębnienia poszczególnych grup zawodowych już od lat używany terminów: niebieskie i białe kołnierzyki, a ostatnio zielone i nawet żółte. Proponuję dodać kolejną kategorię: „czerwone kołnierzyki – dla tych osób co łamią prawo, choć sami oficjalnie stoją na jego straży”. Proces przekształcania się wysokiej rangi urzędnika państwowego w tzw. „przestępcę w białym – czerwonym kołnierzyku” nie jest dziełem przypadku. Wynika on ze specyfiki sprawowania władzy, braku realnej kontroli oraz postępującego zatarcia granic między interesem publicznym a partyjnym.
Co sprawia, że osoby odpowiedzialne za tworzenie i egzekwowanie prawa same zaczynają je naruszać?
- Pokusa ogromnych pieniędzy bez nadzoru:
Kluczowym czynnikiem jest dostęp do gigantycznych środków finansowych z funduszy celowych, które są rozdzielane poza standardowym systemem zamówień publicznych. Gdy politycy zyskują uznaniową władzę nad dystrybucją dotacji, czy zarządzania majątkiem, granica między legalnym wsparciem a korupcyjnym ustawianiem konkursów pod konkretne osoby staje się bardzo płynna.
- Syndrom hybris i poczucie wiecznej władzy:
Wieloletnie sprawowanie funkcji ministerialnych, z powołania i wyboru w JST, czy spółkach komunalnych i Skarbu Państwa prowadzić może do tzw. syndromu hybris – złudzenia o własnej wszechmocy i nietykalności. A przecież urzędnicy działają jawnie, zostawiając twarde dowody w postaci e-maili czy podpisanych dokumentów, wierząc, że ich formacja nigdy nie straci wpływów i nie zostanie rozliczona.
- Prywatyzacja państwa na cele polityczne
Przestępstwa polityków rzadko przypominają klasyczną kradzież do własnej kieszeni. Częściej mamy do czynienia z mechanizmem wyprowadzania środków publicznych na rzecz partii lub zaprzyjaźnionych organizacji. Choć politycy nazywają to „pomaganiem ludziom” (np. poprzez zakup sprzętu dla lokalnych społeczności w swoich okręgach wyborczych), w świetle Kodeksu Karnego jest to nielegalne finansowanie kampanii i działanie na szkodę interesu publicznego.
- Lojalność grupowa jako struktura przestępcza
Wewnątrz instytucji samorządowych i państwowych tworzą się często zamknięte sieci powiązań, oparte na bezwzględnej lojalności wobec szefa. Podwładni wykonujący nielegalne polecenia wierzą w ochronę polityczną „z góry”. Z perspektywy prokuratury taka zhierarchizowana struktura urzędników może być interpretowana jako zorganizowana grupa przestępcza, działająca podobnie do struktur mafijnych. Niestety często w teorii, bo udowodnienie dokonania czynów zabronionych aktualnie jest bardzo niskie (niestety mechanizmy i bezpieczniki w prawie właśnie temu sprzyjają).
- Awaria bezpieczników demokratycznych
W zdrowym państwie przed nadużyciami chronią niezależne instytucje: prokuratura, wolne media, sądy i trybunały oraz Najwyższa Izba Kontroli, czy Regionalna Izba Obrachunkowa. Problem pojawia się, gdy politycy systemowo osłabiają te organy lub ignorują ich raporty i ostrzeżenia lub kontrole nie obejmują na przykład przesłanki gospodarności. W takim układzie do odpowiedzialności karnej może dojść dopiero po zmianie władzy i przywróceniu niezależności organom ścigania (aczkolwiek o to trudno, bo znane niektórym partyjne nieformalne porozumienie funkcjonujące do tej pory – z małymi wyjątkami – chyba nadal się ma dobrze).
Nadużycia władzy nie są jedynie kwestią charakteru jednostek, ale przede wszystkim efektem słabości systemu nadzoru i kontroli. Dopóki te mechanizmy będą osłabiane, pokusa wykorzystywania publicznych środków do celów partyjnych pozostanie jednym z największych zagrożeń dla praworządności.