Większość decyzji menedżerskich, samorządowych i politycznych oceniamy w momencie ich ogłoszenia. Zwracamy uwagę na intencje, oszczędności czy natychmiastowy wskaźnik sukcesu. Tymczasem decyzja nigdy nie kończy się w momencie jej podjęcia – ona dopiero wtedy zaczyna działać. Największym wyzwaniem współczesnych organizacji i państw nie jest brak inteligentnych ludzi, lecz deficyt odpowiedzialności za długofalowe skutki dzisiejszych wyborów. Najbardziej niebezpieczne bywają decyzje, które wyglądają atrakcyjnie w chwili ich zatwierdzania. Przyspieszenie procedury, wykazanie kwartalnego zysku czy obietnica wyborcza potrafią przynieść natychmiastowy poklask. Niezwykle często okazuje się jednak, że realny koszt decyzji został jedynie przesunięty w czasie lub przerzucony na kogoś innego. Gdy decydenci oceniają kroki wyłącznie przez pryzmat bezpośredniego rezultatu, ignorują konsekwencje drugiego i trzeciego rzędu. Oszczędność wygenerowana dzisiaj w jednym dziale może stworzyć wielokrotnie wyższy koszt w innym obszarze systemu za kilka lat. Decyzje rzadko funkcjonują w izolacji, bo wywołują efekt domina, w którym jedno nieprzemyślane rozstrzygnięcie wymusza serię kolejnych korekt. Po kilku latach powstaje system, którego nikt nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć, a liderzy pytają ze zdziwieniem, dlaczego najlepsi pracownicy odchodzą lub dlaczego obywatel stracił zaufanie do instytucji. Warto pamiętać o kluczowej zasadzie zarządzania: system zawsze uczy ludzi zachowań, które nagradza. Jeśli organizacja lub państwo premiuje wyłącznie ścisłe wykonanie procedury zamiast osiągnięcia rzeczywistego celu, otrzyma strukturę świetnie realizującą procedury, lecz niezdolną do rozwiązywania realnych problemów.
Dobre przywództwo oraz dojrzała polityka publiczna nie mogą polegać wyłącznie na ciągłym reagowaniu na wybuchające kryzysy – muszą stać się sztuką antycypacji. Nie chodzi o wymóg nieomylności, bo nikt z nas nie jest wszechwiedzący. Chodzi o obowiązek wykonywania rzetelnej pracy analitycznej i myślenia o kilka kroków do przodu. Odpowiedzialny lider przed podpisaniem dokumentu nie pyta tylko czy ta decyzja jest dobra dzisiaj. Powinien zadać kluczowe pytania: Co ta decyzja wywoła za rok, a co za dziesięć lat? Kto poniesie jej rzeczywisty koszt, a kto z niej skorzysta? Jakie postawy i zachowania ta decyzja zacznie premiować w organizacji lub społeczeństwie? Czy gdy pojawią się jej skutki, będę miał odwagę powiedzieć: to była moja decyzja?
Odpowiedzialność instytucjonalna nie kończy się z chwilą złożenia podpisu. Jeżeli zarządzamy w sposób dojrzały, musimy stale monitorować, mierzyć i weryfikować skutki podjętych kroków. Dobra decyzja publiczna lub menedżerska to nie taka, której nigdy nie wolno zmienić, ale taka, w którą wbudowano mechanizm sprawdzania założeń z rzeczywistością oraz odwagę do ich korekty. Dysponujemy dziś badaniami, danymi i doświadczeniami innych. Tłumaczenie się słowami „nie mogliśmy tego przewidzieć” coraz częściej nie jest dowodem braku wiedzy, lecz świadectwem niskiej jakości przywództwa. Przyszłość organizacji, rynku pracy czy systemu edukacji nie spada na nas z nieba, ale jest bezpośrednią konsekwencją decyzji podejmowanych tu i teraz. Rzeczywiste skutki naszych wyborów zawsze w końcu zapukają do czyichś drzwi. Pytanie tylko, czy zapukają do drzwi decydenta, czy też jego dziecka, pracownika, następcy lub całego przyszłego pokolenia. Zanim podejmiemy kolejny krok, warto upewnić się, że posiadamy schemat konsekwencji, za który z dumą uznamy swoją odpowiedzialność.