Postulat dotyczy przejścia od fasadowej polityki zasiłkowej do systemowego bezpieczeństwa, które przywróci polskim rodzinom status klasy średniej i zatrzyma demograficzne wymieranie narodu.
Sytuacja demograficzna Polski przestała być wyzwaniem, a stała się egzystencjalnym zagrożeniem. Dane są bezlitosne. W ciągu ostatniej dekady liczba urodzeń spadła o blisko 32% – z ok. 369 tys. w 2015 r. do zaledwie ok. 252 tys. w 2024 r. Wskaźnik dzietności (TFR) w 2024 r. osiągnął rekordowo niski poziom ok. 1,10–1,16. Aby naród się nie kurczył, wskaźnik ten musi wynosić 2,1. Przy obecnym wskaźniku umieralności (~1,1) każde kolejne pokolenie jest o połowę mniej liczne od poprzedniego. Bez radykalnych zmian, za 100 lat populacja Polski może spaść do zaledwie 15–16 mln osób.
Czy nie jest tak, że w Polsce mieliśmy odbudować klasę średnią, a tymczasem staliśmy się pracującymi biednymi? Należy otwarcie przyznać, że dotychczasowa polityka państwa oparta na transferach pieniężnych (np. 800+) nie zbudowała stabilnej klasy średniej, a jedynie stworzyła jej iluzję. Choć program ten złagodził biedę, nie zwiększył liczby urodzeń ani nie poprawił dzietności. Jest to pomoc po fakcie, która nie niweluje lęku przed decyzją o dziecku. Jesteśmy w pułapce proletaryzacji. Rodziny aspirujące do klasy średniej po narodzinach drugiego i trzeciego dziecka często stają się „pracującymi biednymi” (working poor). Dziecko w obecnym systemie stało się ryzykiem życiowym, które spycha rodziców w sferę niepewności ekonomicznej i zawodowej. Brak dzieci skutkuje likwidacją infrastruktury w wielu gminach – zamykaniem szkół, przedszkoli i domów kultury, co jeszcze bardziej zniechęca młodych do zakładania rodzin w mniejszych miejscowościach.
Oto filarowe postulaty zmian
Stabilność mieszkaniowa zamiast pętli kredytowej. Państwo musi odejść od stymulowania popytu na kredyty na rzecz powszechnej dostępności mieszkań o przewidywalnym, niskim czynszu. Mieszkanie musi być fundamentem. Źródła potwierdzają, że koszty wejścia w dorosłość, a w szczególności relacja cen mieszkań do zarobków, są dziś najgorsze od dekad, co czyni z mieszkania barierę nie do przebycia dla młodych rodziców. Obecnie mieszkanie często staje się tykającą bombą finansową ze względu na niepewność rat kredytowych i brak stabilnego najmu, co uniemożliwia planowanie rodziny na dekady. Postulat odejścia od dopłat do kredytów na rzecz powszechnej dostępności mieszkań o stabilnym czynszu jest kluczowy, ponieważ prawdziwa stabilność to przewidywalność kosztów, która nie zależy od wahań rynkowych
Rynek pracy bez kary za rodzicielstwo. Ustawowe zagwarantowanie elastyczności pracy i ochrony zawodowej rodziców. Posiadanie dziecka nie może oznaczać degradacji społecznej ani zawodowej kobiet i mężczyzn. Dane wskazują, że współczesny rynek pracy często „karze” za macierzyństwo poprzez przerwy w karierze i brak realnej elastyczności, co sprawia, że dziecko staje się postrzegane jako ryzyko zawodowe. Teza o ustawowym zagwarantowaniu elastyczności i ochrony jest zbieżna z modelem, w którym rodzicielstwo (w tym aktywne ojcostwo) staje się normą społeczną, a nie wyjątkiem wymagającym zawodowego poświęcenia. Bez tego mechanizmu, przy wysokich aspiracjach i potrzebie samorealizacji, liczba decyzji o dziecku będzie nadal spadać.
Priorytet usług publicznych nad transferami gotówkowymi. Zapewnienie bezpłatnej, bezkolejkowej opieki w żłobkach i przedszkolach oraz szybkiego dostępu do specjalistycznej ochrony zdrowia. Rodzice nie powinni wydawać zasiłków na łatanie dziur w niewydolnym systemie państwowym. Źródła jednoznacznie wskazują, że programy typu 500+/800+ poprawiły sytuację materialną rodzin, ale nie zwiększyły liczby urodzeń. Rodzice nie potrzebują pieniędzy na pieluchy, lecz bezpieczeństwa egzystencjalnego, które tworzą bezpłatne żłobki, przedszkola i sprawna ochrona zdrowia oraz nade wszystko godziwe wynagrodzenie za pracę. Przesunięcie środków z transferów bezpośrednich na infrastrukturę usług jest z pewnością skuteczniejsze.
Stop likwidacji gmin. Zatrzymanie procesu zamykania infrastruktury lokalnej. Szkoły w mniejszych gminach muszą stać się centrami wielofunkcyjnymi, aby życie poza metropoliami pozostało atrakcyjne dla rodzin. Spadek liczby dzieci uruchamia efekt domina: mniej dzieci prowadzi do łączenia klas i zamykania szkół, co obniża atrakcyjność mniejszych miejscowości i wypycha z nich młode rodziny. Propozycja przekształcenia szkół w centra wielofunkcyjne jest uznawana za sposób na utrzymanie żywotności lokalnej infrastruktury, nawet przy mniejszej liczbie uczniów. Pozwala to gminom uniknąć strukturalnego paraliżu i zachować fundamenty pod przyszłą odbudowę demograficzną.
Przedstawione tezy stanowią precyzyjną odpowiedź na krytyczny stan demograficzny Polski, który w źródłach określany jest mianem demograficznego zwijania się państwa. Wydaje się, że powyższe postulaty bezpośrednio adresują przyczyny zapaści, w której wskaźnik dzietności spadł do rekordowo niskiego poziomu ~1,10–1,16, co oznacza, że każde kolejne pokolenie jest niemal o połowę mniej liczne od poprzedniego.
Demografia działa jak grawitacja – powoli, nieubłagalnie i bez względu na doraźne hasła polityczne. Jeśli państwo nie stworzy warunków, w których rodzina 2+3 jest bezpiecznym standardem klasy średniej, Polska może w ciągu 100 lat skurczyć się do zaledwie 15–16 mln mieszkańców. Kluczem do sukcesu nie jest jałmużna, lecz przywrócenie obywatelom poczucia kontroli nad własnym życiem i przewidywalności jutra, co stanowi jedyną realną podstawę do podejmowania decyzji o rodzicielstwie.