A może zróbmy prostą symulację?
Prawo do pełnej emerytury powinno wynikać przede wszystkim ze stażu pracy, a nie wyłącznie z wieku. 40 lat pracy dla mężczyzn i 35 lat dla kobiet – niezależnie od momentu rozpoczęcia, lecz nie wcześniej niż od 58. roku życia – to rozwiązanie logiczne i uczciwe wobec tych, którzy pracują długo i realnie „budują” państwo. Do stażu muszą być w pełni wliczane okresy zrównane z pracą: wychowanie dzieci, urlopy rodzicielskie i opieka – zarówno dla matek, jak i ojców. Bez tego system karze rodzicielstwo i pogłębia kryzys demograficzny. Alternatywą powinien pozostać wiek emerytalny 60/65 lat dla osób bez wymaganego stażu. Jednocześnie praca po uzyskaniu prawa do emerytury powinna realnie i wyraźnie podnosić jej wysokość, zamiast być ukrytym podatkiem od aktywności. Dzięki temu osoby chętne i zdolne pod względem zdrowotnym do pracy pozostaną na rynku pracy i wypracują większą emeryturę, ostatecznie o wartości ostatniej pensji lub ją przekraczającą.
Długofalowo należy poważnie rozważyć emeryturę równą dla wszystkich – gwarantującą minimum bezpieczeństwa na starość, niezależnie od wysokości zarobków. Bogatsi poradzą sobie sami, biedniejsi nie zostaną skazani na ubóstwo.
Emerytura to nie przywilej. To uczciwe zabezpieczenie za lata pracy i odpowiedzialności. Czy nie byłoby mądrzej? O budżet nie trzeba się martwić… wytrzyma.