dr Krzysztof Woźniak

Platforma HUMANVERO

Gdy pomoc dla przedsiębiorcy staje się ryzykiem. O VAT, dotacjach i absurdach systemu

W Polsce bardzo często mówi się o wsparciu przedsiębiorczości, aktywizacji zawodowej i rozwoju sektora MŚP. W praktyce jednak wielu przedsiębiorców coraz częściej zadaje sobie jedno pytanie: czy skorzystanie z pomocy publicznej bardziej pomaga, czy tworzy ryzyko?

To nie jest teoria. To codzienność tysięcy mikro i małych firm.

Dotacja? Uważaj na VAT.

Jeszcze niedawno wielu przedsiębiorców korzystało z: dotacji z urzędów pracy, programów unijnych, szkoleń, doradztwa, usług rozwojowych dla MŚP. Dziś coraz częściej okazuje się, że po otrzymaniu wsparcia pojawia się drugie dno: obowiązek zwrotu VAT, ryzyko interpretacji KAS, wieloletnia niepewność podatkowa, możliwość sporów z urzędem pracy lub skarbówką. Przedsiębiorca słyszy: „to bezzwrotne wsparcie”, po czym dowiaduje się: „ale jeśli miał Pan możliwość odliczenia VAT, może Pan oddać część środków”. Nawet wtedy, gdy VAT nigdy realnie nie został odzyskany.

Pomoc publiczna czy pułapka interpretacyjna?

Nowe przepisy dotyczące rynku pracy i dotacji dla przedsiębiorców wprowadziły bardzo restrykcyjne podejście do kwestii VAT. Obecnie coraz częściej liczy się już nie czy przedsiębiorca faktycznie odzyskał VAT, ale: czy teoretycznie mógł go odzyskać. To ogromna zmiana filozofii systemu. W praktyce oznacza to, że przedsiębiorca: musi analizować przepisy VAT, terminy korekt, relację między działalnością a zakupionym sprzętem, potencjalne interpretacje urzędów, a czasem nawet planować działalność kilka lat do przodu.

Efekt? Wielu przedsiębiorców rezygnuje ze wsparcia…

I tu pojawia się największy problem. Wielu przedsiębiorców: nie korzysta z programów unijnych, rezygnuje ze szkoleń, unika doradztwa, nie składa wniosków o dofinansowanie – i nie dlatego, że nie chce się rozwijać.  Powód jest dużo prostszy. Boją się konsekwencji podatkowych i interpretacyjnych. To szczególnie widoczne w sytuacjach, gdy: sprawy trafiają do sądów administracyjnych, pojawiają się rozbieżności interpretacyjne, a przedsiębiorca przez lata nie ma pewności, czy urząd nie zażąda zwrotu środków lub VAT.

Najbardziej cierpią najmniejsze firmy

Duże podmioty mają: kancelarie prawne, doradców podatkowych, czy działy finansowe. Mikroprzedsiębiorca często ma: własny komputer, księgową na telefon i codzienną walkę o utrzymanie firmy. To właśnie te najmniejsze firmy najbardziej odczuwają skutki skomplikowanego i nieprzewidywalnego systemu.

Potrzebujemy prostych i przewidywalnych zasad

Pomoc publiczna powinna: wspierać rozwój, zwiększać bezpieczeństwo, zachęcać do inwestowania. Nie powinna natomiast: tworzyć wieloletniego ryzyka podatkowego, wymagać analiz jak w dużych korporacjach, ani odstraszać przedsiębiorców od korzystania ze wsparcia. Przedsiębiorca powinien wiedzieć jasno co może, czego nie może, kiedy musi oddać VAT, a kiedy nie. Bez domysłów, bez niepewności i bez interpretacyjnych pułapek. Bo gospodarka rozwija się wtedy, gdy przedsiębiorca może skupić się na pracy i rozwoju firmy, a nie na ciągłym zastanawianiu się, czy za kilka lat urząd nie zmieni interpretacji przepisów.

Dziś przy dotacjach:

nie wystarczy „zrobić dobrze”. Trzeba: zrobić dobrze, we właściwej formie, we właściwym terminie, zgodnie z literalną interpretacją urzędu. Bo inaczej urząd może uznać, że doszło do naruszenia warunków dotacji.

I to jest właśnie problem systemowy

Formalnie państwo wspiera przedsiębiorców. Praktycznie: przedsiębiorca funkcjonuje w systemie wysokiego ryzyka proceduralnego, gdzie: kilka tygodni opóźnienia, mimo naprawienia sytuacji, może skutkować żądaniem zwrotu całego wsparcia. I nawet jeśli organ praktycznie przyznaje: że: VAT zwrócono, szkoda została naprawiona, ale i tak sankcja musi być zastosowana, bo: „przepis ma charakter związany”. Czyli urząd uważa, że: nie ma prawa oceniać proporcjonalności. To dlaczego właśnie ma być to być główną osią dalszych sporów przed sądami administracyjnymi? Czy nie można przejrzyściej?