Jeżeli obywatel finansuje system gospodarki odpadami w cenach produktów (ROP – rozszerzona odpowiedzialność producenta), wykonuje segregację we własnym zakresie i przekazuje odpady w formie wstępnie przetworzonej, to odbiór odpadów komunalnych powinien być bezpłatny dla mieszkańca. Dlaczego? Koszt zagospodarowania odpadów jest już zapłacony: w cenie produktu (opakowania), w podatkach, w nieodpłatnej pracy mieszkańców przy segregacji. Odbiór staje się usługą publiczną, a nie „luksusem”. Skoro odpady są posegregowane i spełniają normy, odbiór to element infrastruktury publicznej – jak drogi, oświetlenie czy kanalizacja. Obecne opłaty to podwójne finansowanie tego samego procesu. Obywatel płaci: raz w sklepie (droższy produkt), drugi raz w opłacie śmieciowej, trzeci raz własnym czasem i pracą. Brak opłat to większa motywacja do prawidłowej segregacji. System nagradzający działa lepiej niż system karzący.
Niestety coraz więcej obciążeń finansowych w Polsce wprowadza się bocznymi drzwiami, pod innymi nazwami niż „podatek”. System gospodarki odpadami jest tu tylko najbardziej widocznym przykładem, ale nie jedynym. Opłata śmieciowa formalnie nie jest podatkiem. Kaucja nie jest podatkiem. Opłaty środowiskowe doliczane do cen produktów też formalnie nimi nie są. Ale z punktu widzenia obywatela działają dokładnie jak podatki: są obowiązkowe, powszechne, rosnące, niezależne od jakości usługi, niemożliwe do ominięcia. Różnica jest jedna: nie przechodzą pełnej debaty publicznej, jak klasyczne podatki.
W przypadku odpadów sytuacja jest szczególnie absurdalna. Obywatel: płaci opłatę miesięczną, finansuje system w cenach produktów, segreguje odpady we własnym zakresie, poświęca swój czas i przestrzeń, ponosi odpowiedzialność za błędy. A mimo to słyszy, że system jest niedofinansowany i że „trzeba będzie podnieść opłaty”. To nie jest partnerstwo obywatela z państwem. To jest model, w którym obywatel jest jednocześnie sponsorem, wykonawcą i winowajcą. Tak, gminy dokładają miliony, ale to nie jest argument przeciw mieszkańcom, tylko dowód na wadliwą konstrukcję systemu. Gminy dopłacają, bo: państwo przerzuciło na nie obowiązki bez pełnego finansowania, realna odpowiedzialność producentów w Polsce nie działa, prywatni operatorzy muszą generować zysk, system jest rozliczany z tabel, nie z efektywności. Jeżeli do systemu muszą dopłacać i gminy, i mieszkańcy, to znaczy, że źródło finansowania zostało zaprojektowane źle. W wielu krajach na świecie zrobiono to lepiej, jeśli jest drogo – to znaczy, że jest efektywniej z darmową infrastrukturą (pojemniki, worki, odbiory), z mechanizmami zachęcającymi do mniejszej „produkcji” odpadów, a przy tym „drogo” wcale nie jest dla tych bogatszych społeczeństw. U nas uderza się nieproporcjonalnie we wszystkich: bogatych i biednych – jednakowo.
Kolejne sprawa to kaucja za butelki z plastiku – dlaczego kupujący ma ponosić dodatkową opłatę (podatek sic!)? Z góry wiadomo, że nie odzyska tych pieniędzy w całości. Musi poświęcić własny czas i energię, by częściowo mu się to zwróciło. To nie jest w porządku. To nie tak powinny wyglądać polityki publiczne państwa i UE. Niedługo obywatel będzie posiadał wyłącznie nakazy i zakazy, które będę warunkowały jego prawa do dobrego państwa. Jeśli ich nie wykona nie otrzyma żadnych usług publicznych. Całe szczęście jeszcze oddychamy… bez warunków.