dr Krzysztof Woźniak

Platforma HUMANVERO

Często analiza oświadczeń majątkowych osób pełniących funkcje publiczne pozwala na postawienie diagnozy wykraczającej poza proste zestawienia finansowe. Kluczowym zagadnieniem nie jest to, ile zarabiają poszczególne osoby, ale w jaki sposób konstruowany jest ich sukces zawodowy i jak szczelny jest to system. To istny model zamkniętego obiegu instytucjonalnego. Z analizy ścieżek zawodowych wyłania się powtarzalny schemat, który można określić mianem zamkniętego obiegu stanowisk. Kariery wielu osób publicznych opierają się na płynnym przemieszczaniu się między instytucjami finansowanymi bezpośrednio lub pośrednio z pieniędzy podatników. Najczęściej spotykany model „portfela funkcji” obejmuje jednoczesne lub następujące po sobie role w:

  • urzędzie miejskim lub starostwie,
  • miejskich spółkach komunalnych (np. transport, budownictwo mieszkaniowe),
  • jednostkach budżetowych i oświatowych,
  • radach nadzorczych (często w innych miastach lub spółkach okołopublicznych),
  • uczelniach wyższych i instytutach badawczych.

Zjawisko to budzi pytania o realną otwartość lokalnego rynku pracy dla wysokiej klasy ekspertów z sektora prywatnego. Dane sugerują, że w samorządowym ekosystemie często nie konkuruje się kompetencjami rynkowymi, lecz obecnością w sieci relacji budowanych od lat wewnątrz struktur partyjnych i instytucjonalnych. Obserwujemy sytuację, w której gwarancja stabilizacji na eksponowanych stanowiskach bywa ściśle powiązana z przynależnością do określonego środowiska politycznego. Powstaje swoisty system autoodtwarzania się lokalnej elity, w którym te same nazwiska rotują między różnymi szyldami instytucji publicznych.

Nadto istnieje kolejny problem społeczny. To kumulacja wielu ról – od etatu w jednej instytucji, przez zasiadanie w radach nadzorczych, aż po mandat radnego – co stawia pod znakiem zapytania jakość zarządzania. Trudno oczekiwać najwyższej wydajności, gdy uwaga i czas jednej osoby są dzielone między tak wiele, często odległych od siebie obszarów. Dla mieszkańców niech będzie to sygnałem, że „uzurpowany w majestacie prawa model” może być nastawiony bardziej na stabilizację istniejących układów i umożliwianie dalszego zarobkowania niż na dopływ innowacji i nowych kadr.

Samorząd powinien być szkołą przejrzystości i konkurencyjności. Jeśli jednak dostęp do kluczowych stanowisk w spółkach i instytucjach publicznych staje się nagrodą za lojalność polityczną, cierpi na tym zaufanie społeczne. Silne miasto potrzebuje systemu, który jest faktycznie otwarty, a nie tylko formalnie zgodny z procedurami. Prawdziwa jakość państwa lokalnego zaczyna się tam, gdzie o awansie decydują mierzalne kompetencje, a nie wyłącznie miejsce w strukturze partyjnej. Jednak, jak zablokować obecne funkcjonowanie partii politycznych w jednostkach samorządu terytorialnego i przyjęty model głosowania w prawie wyborczym?